Na sygnale

Prom „Flisak” znów na mieliźnie. Co z milionami z budżetu?

Bocznokołowy prom „Flisak” miał kursować między Solcem Kujawskim, a Czarnowem. Tymczasem od miesięcy prom Flisak stoi bezczynnie przy nabrzeżu w bydgoskim Brdyujściu. Zarząd Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy przyznaje w oficjalnym komunikacie: „kursowanie przeprawy jest tymczasowo zawieszone” z powodu niskiego stanu Wisły.

Inwestycja okazała się bardzo kosztowna – pochłonęła co najmniej 22 mln zł z budżetu. Na budowę promu i przyczółków wraz z modernizacją drogi wojewódzkiej nr 249 przeznaczono 21 mln zł, a dodatkowy 1 mln zł wydano na pogłębienie koryta Wisły między Solcem Kujawskim a Czarnowem. Te środki pochodziły m.in. z funduszy unijnych (RPO) oraz Funduszu Dróg Samorządowych. Projekt miał usprawnić komunikację w regionie, lecz w rzeczywistości promowa przeprawa na Wiśle nie działa od wielu miesięcy.

Brak wody i brak załogi

– „Niski stan Wisły uniemożliwia uruchomienie przeprawy” – tłumaczy rzecznik ZDW Michał Sitarek. Rzeczywiście, rejsy promu zawieszono już 4 czerwca 2024 r. z powodu zbyt płytkiej rzeki. Gdy kilkanaście dni później poziom wody wzrósł, prom mimo to nie wypłynął. Powód? Brak chętnych do obsługi jednostki. Ogłoszony przetarg na operatora przeprawy nie przyniósł żadnej oferty.

Ostatecznie ostatni kurs „Flisak” wykonał w połowie czerwca. Od tego czasu nie tylko stoi uziemiony, ale również nie ma załogi. ZDW przyznaje wprost: nie ma sensu zatrudniać personelu, który i tak nie może pracować – to generowałoby tylko kolejne niepotrzebne wydatki z budżetu województwa.

Koszty rosną, efektów brak

Kosztowna realizacja promowej przeprawy przez Wisłę wywołuje pytania o efektywność wydatków. Jak informuje ZDW, budowa jednostki „Flisak” wraz z przyczółkami i modernizacją DW 249 pochłonęła ponad 21 mln zł, a dodatkowy milion wydano na pogłębienie rzeki.

Łączna wartość inwestycji to ponad 22 mln zł z publicznych pieniędzy. Przeprawa była reklamowana jako realna alternatywa dla mostów w Fordonie i Toruniu. W praktyce miliony z budżetu utknęły na nabrzeżu – dosłownie i w przenośni.

A co dalej?

Pomimo trudności, pojawiają się deklaracje o planowanych rozwiązaniach technicznych, które miałyby umożliwić kursowanie promu nawet przy niższym stanie wody. Jednym z pomysłów jest przebudowa przyczółków, które – jak przyznają nieoficjalnie urzędnicy – zostały zaprojektowane tak, że prom wymaga głębokości minimum 1,2 m, choć sam statek mógłby pływać już przy głębokości jednego metra.

ZDW zapowiadało również wykonanie specjalnych, stalowych pochylni, które ułatwiłyby zejście rampy promu na ląd. Na ten cel zabezpieczono kolejne 2 mln zł z budżetu województwa. Przetarg jednak nie został rozstrzygnięty – żaden wykonawca nie złożył oferty. Przeprawa pozostaje więc w martwym punkcie, a czas działa na jej niekorzyść – zarówno w sensie technicznym, jak i wizerunkowym.

Wnioski na przyszłość

Sprawa bocznokołowego promu Flisak staje się symbolem źle zaplanowanej inwestycji publicznej. Choć pomysł poprawy komunikacji lokalnej był słuszny, jego realizacja napotyka na poważne problemy – techniczne, organizacyjne i proceduralne. Wydano dziesiątki milionów złotych, ale mieszkańcy regionu nadal nie mogą korzystać z tej infrastruktury. Zamiast ułatwienia w podróży – mamy kosztowną atrakcję bez funkcji.

Przypadek „Flisaka” powinien skłonić samorządy do refleksji – nie tylko nad tym, jak pozyskiwać środki na inwestycje, ale przede wszystkim jak je mądrze wydawać i odpowiedzialnie utrzymywać. Dopóki brakować będzie rzetelnych analiz, konsultacji technicznych i planowania długofalowego, dopóty kolejne „martwe promy” będą dryfować – nie po Wiśle, lecz w urzędniczym biurokratycznym bezwładzie.

Komentarze

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker